|
Spotka³am Ojca Cappellaro w 1969 roku. Dopiero co przyjecha³ do Rocca di Papa, a ju¿ g³êboko odcisnê³o siê na nas jego zaanga¿owanie i pasja dla Ko¶cio³a. Nieco obawiali¶my siê zbli¿aæ do niego. Przekornie nazywali¶my go sobie "Panzer", gdy¿ nie znali¶my jeszcze, jaki jest "od ¶rodka". Cechowa³o go przede wszystkim to, ¿e nigdy siê nie poddawa³, gdy chodzi³o o dobro Ko¶cio³a. Trudno, niech kosztuje, ile kosztuje!
By³ niestrudzonym poszukiwaczem sposobów t³umaczenie tego, co Sobór dopiero co ustali³ na gesty i ¿ycie. To bardzo przyci±ga³o... Tak¿e wtedy, gdy w 1987 r., po powrocie po rocznym pobycie w Niemczech, prosi³ Matkê Prowincjaln±, ¿ebym na pewien czas zaanga¿owa³a siê... Od tamtej pory, przez 20 lat, by³ tak¿e moim osobistym przewodnikiem.
Mia³ naturê bojownika o sercu dziecka. Sama tego do¶wiadczy³am u jego boku. Czasem by³ surowy, ale zawsze cechowa³a go szczera przyja¼ñ. Potrafi³ przekazywaæ swoje przekonania i pomaga³ podnosiæ siê w trudnych chwilach. By³ zawsze blisko. Tak¿e w momentach nieporozumieñ, które prowadzi³y cierpienia bez odwrotu. Ale nigdy nie pozostawia³ samemu. Wiem bez cienia w±tpliwo¶ci, ¿e mia³am w nim bezgranicznego przyjaciela.
G³êboko dziêkujê jemu i Panu Bogu. Jestem pewna, ¿e nie ma dla niego ju¿ ¿adnych cieni, ani w±tpliwo¶ci. Jest tylko tkliwo¶æ Boga.
|